Rodzinnie na KLIMCZOK

Data dodania: 0000-00-00
Awatar Beskidzka Mama - BeskidzkaMama
Beskidzka Mama - Jestem mamą, która opisuje miejsca, wydarzenia, atrakcje dla dzieci/rodzin. Testuję produkty, usługi. Kocham Beskidy. Zapraszam do współpracy: [email protected]

Tym razem nasz Beskidzki Wędrowiec, czyli mama Dominika wybrała się z grupą pięciorga maluchów na Klimczok. Kierunek podróży: Szczyrk Biła - Przełęcz Karkoszczonka (729m n.p.m.) – Klimczok (1117m n.p.m.; szczyt górski należący do tzw. Grupy Klimczoka i Szyndzielni w północno - wschodniej części Pasma Baraniej Góry. Planowany czas podróży: 2h - począwszy od Przełęczy Karkoszczonka. Skład grupy piechurów: pięcioro dzieci w wieku 2,5 lat do 10 lat oraz dwoje dorosłych. Powiem krótko: było pięknie, świeżo i szybko. Pięknie, ze względu na krajobrazy, które oglądaliśmy w drodze na Klimczok (panoramę Biłej oraz malowniczo prezentujące się beskidzkie szczyty tj: Równica, Skrzyczne oraz Przełęcz Salmopolska). Świeżo, bo to pierwsza wyprawa od kilku sezonów, którą zaliczyliśmy nieznanym nam dotąd szlakiem. Szybko, bo chociaż nie umiem wytłumaczyć dlaczego, mam poczucie jakby przejście szlaku z Przełęczy zajęło nam przysłowiową „chwilkę”. Tuż powyżej ostatniego przystanku autobusowego w Biłej zaparkowaliśmy samochód i po krótkim podejściu ulicą Saneczkową dotarliśmy na Karkoszczonkę. Ulica Saneczkowa nie należy do szlaku, ale jest to miejscowa, znana nam droga na zboczu Beskidu (860m n.p.m.), dlatego odwiedzającym te strony po raz pierwszy polecam dojście na Przełęcz zgodnie z żółtym szlakiem, prowadzącym ze Szczyrku Centrum do Brennej Bukowej właśnie przez Przełęcz Karkoszczonkę. Po przejściu Przełęczy kierujemy się na szlak czerwony i spokojnym tempem zmierzamy na Siodło pod Klimczokiem. Szlak jest wymagający (systematycznie pniemy się w górę, a podłoże jest obficie pokryte kamieniami), ale jednocześnie wznosi się na tyle gładko, że nie nadwyręża naszych młodocianych, natomiast pogoda (upalna, czerwcowa niedziela) mobilizuje do częstych postojów w celu napojenia się. Jest ślicznie. Las chroni nas przed nadmiarem słońca, a jednocześnie co kawałek odsłania panoramy sąsiednich dla Szczyrku miejscowości. Chłopcy (tradycyjnie już chyba) znajdują to żuczki, to mrowiska, i chociaż to bardzo emocjonalne odniesienie, jest coś przyjemnego w poznawaniu tutaj nowego oblicza Beskidów. Wyjście na Klimczok to jedno z tych doświadczeń, które we wspomnieniach jest jak odwiedziny u „starego znajomego”, a tym razem wszystko jest inne. Najbardziej ciekawi mnie miejsce, w którym wyjdziemy podążając obranym czerwonym szlakiem, stąd może wrażenie, że czas w drodze upłynął nam szybko. [caption id='attachment_3190' align='alignright' width='225']P1360823 Czerwony szlak, tuż za Przełęczą Karkoszczonka.[/caption] Pokonując szlak przechodzimy poniekąd przez trzy etapy: początkowo trasa prowadziła nas szeroką górską drogą, która następnie (po około 1/3 czasu podróży) przechodzi w ścieżkę ciągnącą się na otwartej przestrzeni wzdłuż północno – wschodniego zbocza Klimczoka, aby następnie (po skrzyżowaniu z kolejnym górskim traktem) przeciąć polanę i umiarkowanie stromym podejściem doprowadzić nas do Siodła pod Klimczokiem (tzw Przełęcz Kowiorek, 1042m n.p.m.). Stamtąd pozostaje nam już tylko zebrać ostatnią porcję sił i dotrzeć na szczyt, który po około kwadransie wymarszu zostaje zdobyty. Czas przejścia tego odcinka drogi (liczony od momentu opuszczenia parkingu w Szczyrku Biłej) to dla naszej grupy 1h i 50 minut (doliczając przejście na szczyt Klimczoka, 15 minut), a trzeba tu nadmienić, że najmłodszy wśród nas Joachim szedł samodzielnie. Zatem pierwsza rzecz, jaką zrobiliśmy po dotarciu do celu, to „obiad wędrowca”, czyli przygotowanie na miejscu kanapek oraz oczywiście (zasłużony) odpoczynek. Przed wyruszeniem w drogę powrotną odwiedziliśmy jeszcze schronisko PTTK „Klimczok” znajdujące się na hali pod Magurą (1034m n.p.m.), a następnie udaliśmy się w kierunku Szczyrku, tym razem szlakiem zielonym (nazywanym „szlakiem Doliną Biłej”). Ta część trasy również odsłania nam przyjemne dla oka krajobrazy Szczyrku (był nawet taki moment, gdzie widać było skocznię narciarską, mijaną przy wjeździe do miasteczka), a mniej więcej w połowie szlaku mieliśmy przyjemność obejrzeć i posłuchać, jak źródełko Biłej opada kaskadą w kierunku doliny i dalej dzielnicy pod tą sama nazwą co potok. Kaskada z pewnością jest umocniona działalnością człowieka, niemniej nie bardzo wiem, co myśleć o tej części szlaku, na której znaleźliśmy się po około 40 – 50 minutach marszu, nieco poniżej źródła. Po wyjściu z lasu dochodzimy bowiem do ukształtowanej i utwardzonej buldożerami drogi, za którą znika właściwie oznakowanie szlaku zielonego i resztę trasy pokonujemy intuicyjnie mając za towarzystwo szaro bure nasypy kamienia górskiego, wycięte drzewa, a w końcowym odcinku wyłożoną płytami kamiennymi drogę. Koniec końców schodzimy dokładnie w tym miejscu, które przewidzieliśmy odczytując mapę (za budynkiem wiaty autobusowej końcowego przystanku autobusów PKS) i po sprawdzeniu raz jeszcze na mapce na budynku wiaty dochodzimy do wniosku, że trasę pokonaliśmy poprawnie (a oprócz tego zgodnie z podanym na starcie czasem przejścia dla tego odcinka szlaku, tj 1h 45 minut). Niespodzianki na trasie Pierwsza uwaga dotyczy opisu szlaku: dużym zaskoczeniem dla mnie było stosunkowo słabe oznakowanie szlaku czerwonego. Nie wiem, czy problem stanowi obficie rozrośnięty drzewostan, czy brak kontroli odpowiednich dla tego celu służb. Szlak oczywiście nadaje się do przejścia, niemniej należy zachować czujność i uważnie rozglądać się po konarach drzew, tudzież kamieniach (bo i taki punkt znaleźliśmy w naszej podróży). Z tym zagadnieniem wiąże się również kolejne, które dotyczy posiadania ze sobą mapy: jak widać po opisie naszej trasy powrotnej, człowiek mocno oddziałuje na ukształtowanie terenu także w wyższych partiach gór. Należy zatem zawsze mieć przy sobie mapę, aby w razie podobnych niespodzianek móc sprawdzić swoje położenie i upewnić się, czy wszystko jest w porządku. Druga sprawa dotyczy schroniska: Klimczok ma to specyficzne położenie, że będąc w bliskim sąsiedztwie Szyndzielni (1028m n.p.m., łatwo dostępnej z tytułu kolei gondolowej), jest częstym punktem wypraw turystów np: w ramach niedzielnego spaceru z kolejki na oba szczyty. W weekendy zatem, szczególnie ciepłe i pogodne, do schroniska przybywa bardzo dużo gości chętnych na skorzystanie z menu na miejscu. Jeżeli zależy nam na spokojnym wykorzystaniu czasu wędrówki, a obiad planujemy zjeść po powrocie do domu, polecam tak przygotować prowiant na drogę, aby ominąć konieczność przeczekiwania w kolejce. Co bardziej dociekliwi turyści, wiedzą też zapewne, że przy schronisku znajduje się basen odkryty. Informacja umieszczona na tablicy tuż obok wejścia do schroniska wyjaśnia zasady korzystania z powyższego, tzn: do korzystania z basenu w pierwszej kolejności uprawnione są osoby przebywające na zakwaterowanym wypoczynku (typu kolonia, wycieczka, zielona szkoła), a w razie wolnych miejsc tzw turyści indywidualni. [caption id='attachment_3192' align='alignleft' width='1024']P1360887 Panorama przedstawia Skrzyczne (lewa część kadru) i w dolinie Szczyrk Biłą.[/caption] Ciekawostki Pierwsza dotyczy jaskiń: w zachodniej części szczytu znajdują się jaskinie, które ciągną się aż w kierunku Trzech Kopców (1082m n.p.m.). W jednej z nich zamieszkiwał podobno słynny zbójnik żywiecko – śląskiego pogranicza, Klimczok. Część jaskiń leżących w ww paśmie bywa odwiedzana przez co odważniejszych turystów, niemniej jednak wejścia do nich amatorzy dokonują na własną odpowiedzialność. Obecnie jaskinie nie są ogólnodostępne dla turystów niezrzeszonych w speleoklubach. Znaczna część jaskiń leżących w ww paśmie nie została jeszcze zbadana, natomiast żadna z nich nie jest dostępna do samodzielnego zwiedzania. Druga być może zainteresuje mieszkańców Bielska – Białej: otóż, przez szczyt Klimczoka przebiega granica administracyjna miasta, a tym samym jest to najwyższy jego punkt. Przez Klimczok biegnie także historyczna granica pomiędzy Śląskiem i Małopolską. Informacja istotna dla rodziców małych wędrowców: przed budynkiem schroniska znajduje się mini plac zabaw wyposażony w zjeżdżalnię, ściankę do wspinaczki oraz huśtawki. Poradnik Wszystkie wskazówki zawarte w opisie naszej wycieczki na Błatnią, dotyczą także każdej kolejnej górskiej wyprawy. Na koniec dodałabym tylko tyle, aby w okresie letnim tak planować wyjście, aby do punktu docelowego udało nam się dotrzeć w godzinach przedpołudniowych (szczególnie ze względu na dzieci). Zróżnicowanie terenu, podobnie jak tutaj na trasie, powoduje konieczność poruszania się np. na otwartej przestrzeni typu polana, a odpowiednio wczesny wymarsz uchroni nas od podróży w pełnym słońcu, przyczyniając się tym samym do zachowania dobrej kondycji na cały czas podróży. Autor: Beskidzki Wędrowiec – czyli ja, Dominika. Z zawodu pedagog, terapeuta zajęciowy. Z natury człowiek w stanie okresowo przerywanego zadumania. Z zamiłowania górski włóczęga, pasjonat kina współczesnego i niepoprawny czytelnik. Interesuję się różnorodnymi technikami zdobienia przedmiotów, sztuką kulinarną i muzyką filmową. Miłuję irish music i relaks w plenerze. Prywatnie mama czterech Muszkieterów, a także blogująca mama – TUTAJ

Podziel się na:

Komentarze:



Najpopularniejsze:


JESIENNY MAGAZYN

NUMERY ARCHIWALNE


GDZIE NA SPACER Z DZIECKIEM?

 

ZOBACZ ON-LINE