Poród domowy - alternatywa dla tradycyjnych porodów szpitalnych

Data dodania: 2020-01-13

Narodziny dziecka to najpiękniejszy moment w życiu każdej kobiety. Niezapomniany, wyjątkowy i długo wyczekiwany. Niekoniecznie to samo można powiedzieć o samym porodzie. A szkoda, bo może być to chwila równie magiczna.

Większość ludzi na pierwszą myśl o porodzie ma w głowie obraz szpitala. Te osoby, które już poród mają za sobą, często w tej wizji widzą też zabiegane, niezbyt miłe pielęgniarki, brzydkie sale, w których jest po kilka kobiet, i duży chaos. Nie można zapomnieć o bardzo skromnych posiłkach i nieładnych łazienkach, do których stoi się w kolejce, będąc zgiętą w pół po osłabieniu porodem. Oczywiście, o tym wszystkim szybko się zapomina, bo najważniejsze jest dobro i zdrowie naszego maluszka. Jednak warto zastanowić się również nad innymi opcjami, aby już sam poród i przygotowanie do porodu były miłym przeżyciem, a bezpieczeństwo i komfort psychiczny zachowany niczym w szpitalu. A może nawet bardziej…

Pierwszy raz myśl o porodzie domowym przemknęła mi na około pół roku przed planowanym terminem rozwiązania. Mój pierwszy poród odbył się w szpitalu. Nie mogę narzekać, był dość szybki, opieka była w porządku. Choć kilka kwestii mnie zaniepokoiło. Pierwsza to taka, że poród, który moim zdaniem przebiegał bardzo dobrze, pielęgniarki i obecna tam lekarka chciały za wszelką cenę przyspieszać. Nawet poinformowały mnie, że podłączają już aparaturę, tzw. vacuum, aby wyciągnąć szybciej dziecko. Zaczęłam protestować, bo czytałam o możliwych niekorzystnych konsekwencjach dla zdrowia dziecka, jakie może przynieść taki sprzęt. Przekonałam je, chociaż były niezadowolone. Po dosłownie paru minutach już trzymałam dziecko na brzuchu. Punktacja 10 na 10 w skali Apgar. Więc po co to vacuum? Domyślam się, że dlatego, iż byłam ich ostatnią rodzącą na zmianie. Widziałam nawet to rozczarowanie na twarzach, gdy mnie przywieźli na salę porodową, i sugestywne spojrzenie na zegarek. Inna kwestia to jak dla mnie trochę zbyt szybkie odcinanie pępowiny, również po to, aby szybciej wszystko zakończyć (a przecież krew pępowinowa jest taka cenna!), i zbyt szybkie mycie dziecka. Nie wspominając o automatycznym podłączeniu mnie do kroplówki. A ja wcale nie potrzebowałam znieczulenia ani oksytocyny… No ale najważniejsze było dobro i bezpieczeństwo mojej córeczki. Około rok po jej narodzinach, zobaczyłam na teście kolejne upragnione dwie kreski. Córeczka była moim oczkiem w głowie i nie wyobrażałam sobie, abym mogła ją na kilka dni zostawić w domu, a sama w tym czasie być w szpitalu. Zwłaszcza że była wtedy zbyt mała, aby mnie tam odwiedzać. Zaczęłam zastanawiać się, co robić, i odkryłam możliwość porodu domowego. Oczywiście, wszyscy znajomi i rodzina wybuchli śmiechem, stwierdzając, żebym nie robiła głupot, bo albo ja umrę podczas porodu, albo dziecko. A ja zaczęłam wczytywać się w temat i coraz bardziej byłam przekonana, że to dobra decyzja. Po zapoznaniu się z informacjami dotyczącymi bezpieczeństwa nawet mój mąż, typowy analityk, stwierdził, że to bardzo dobry pomysł.

Podczas porodu domowego jest przy nas położna, która jest w takich porodach wykwalifikowana. Ma ze sobą cały sprzęt potrzebny zarówno do przebadania noworodka, jak i w razie czego udzielenia mu pomocy. Kobieta, decydując się na poród domowy, jest otoczona ogromną opieką, empatią i przede wszystkim wierzy w swoje możliwości. Nikt jej nie pogania i nie krytykuje. Raczej wspiera i pomaga. Wszystko odbywa się w spokoju, miłej atmosferze i w naszym domu, na naszych warunkach. Można zapalić świeczki, puścić swoją ulubioną muzykę, wtulić się w męża i podjadać ulubione przekąski, aby uwolnić więcej endorfin. Można rodzić we własnej wannie, w wykupionym basenie, a także w dowolnej pozycji. Ja czułam się najlepiej w pozycji kucznej, która jest też polecana ze względu na to, że przyspiesza drugi etap porodu. Dzięki temu cały poród od momentu, kiedy poczułam pierwsze, delikatne skurcze, trwał około 1,5 godziny. Po wszystkim wygodnie oparłam głowę o poduszkę, mąż przyniósł mi herbatę i ciastka, a ja patrzyłam, jak koło mnie jest mierzona i ważona moja druga córeczka. Starsza w tym czasie spała w pokoju obok, nawet nie domyślając się, co się dzieje w mieszkaniu. A nad ranem przyprowadziliśmy ją uśmiechniętą do siostrzyczki. Może właśnie dzięki temu tak się od razu pokochały i od pierwszych dni są nierozłączne? I to nawet bez cienia zazdrości…

Najczęstszymi powodami porodów domowych podawanymi przez rodzące są wcześniejsze traumatyczne porody w szpitalu i brak zaufania do lekarzy. Trochę to rozumiem. Dużym szokiem dla mnie było obejrzenie filmu „Porodowy biznes”. Sposób traktowania noworodków, przedmiotowe podejście do kobiet ciężarnych i niepotrzebne faszerowane lekami dały mi dużo do myślenia. Informacje z polskich forów internetowych i zwierzenia kobiet, które były kiepsko traktowane na porodówce, też zrobiły na mnie niemiłe wrażenie.

Szukając informacji o porodach domowych, natrafiłam również na opracowanie medyczne wykonane przez holenderskich badaczy w latach 2000-2006, przeprowadzone na grupie 529 688 kobiet w ciąży niskiego ryzyka. Nie wykazano istotnej różnicy w śmiertelności okołoporodowej pomiędzy porodem szpitalnym a domowym. Co więcej, dzieci, które rodziły się w domu, rzadziej trafiały na oddział intensywnej opieki noworodka i rzadziej zarażały się groźnymi bakteriami, których w szpitalach nie brakuje. Miejsce porodu nie miało więc wpływu na wskaźniki śmiertelności okołoporodowej.

W Polsce Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni zajmuje się promowaniem porodów domowych jako alternatywy dla porodów szpitalnych. W swoich statystykach piszą m.in., że kobiety rodzące w domu miały możliwość wyboru dogodnej pozycji, uniknięcia nacięcia krocza i niepotrzebnej medykalizacji, a po porodzie są w dobrej kondycji.

Decyzja, gdzie urodzić, należy oczywiście do rodziców. Ja nie żałuję swojej i polecam poród domowy każdej ciężarnej, której ciąża przebiega prawidłowo.

 

Autor: Joanna Luszczak - zawodowo instruktorka jogi ze specjalizacja jogi dla kobiet w ciąży, na co dzień mama 2 cudownych córeczek.

Fot. https://m.facebook.com/DoulaMalgorzata/?ref=bookmarks 

Podziel się na:

Najpopularniejsze:


NASZ BLOG

MAPA Z POMYSŁAMI - ŚCIĄGNIJ