Zaczynałam, nie mając nic…

Data dodania: 2018-05-24

Z nami, kobietami, to jest tak, że wiele z nas ma pasje lub odkrywa swoje pasje po urodzeniu dzieci… Schody zaczynają się wtedy, kiedy pragniemy te nasze pasje przekuć w pieniądze. Mnie się do tej pory nie udało to, aby w 100% żyć z mojej pasji, jaką jest portal, blog i magazyn Beskidzka Mama. Dalej pracuję na etacie, aby było mnie stać na prowadzenie firmy. Dlatego tym bardziej podziwiam kobiety takie jak Natalia, którym udaje się wszystko połączyć. Ale od początku…

Natalia, Twoja praca jest Twoją pasją. Jak Ci się to udało?

Ania, ja zaczynałam, nie mając tak naprawdę nic. 15 lat temu pożyczyłam od znajomego pieniądze, aby wynająć lokal pod salon fryzjerski – był to jeden pokój w podziemiach z malutkim oknem. Było mi bardzo ciężko. Wiesz, nie było wtedy Facebooka, o własnej stronie www można było pomarzyć… Pierwszy „potykacz” z reklamą wyklejała mi moja siostra. Zaczynałam od strzyżenia za 10 zł. Pamiętam, jak jeździłam trzy razy dziennie autobusem do mojej 2-tygodniowej wtedy córeczki, którą zajmowała się moja mama, aby ją nakarmić. Musiałam wtedy zamykać salon, nie miał kto mnie zastąpić. Nie mogłam sobie pozwolić na to, aby nie pracować. Powoli jednak zdobywałam zaufanie klientów. Miałam też taką skarbonkę. Od każdego klienta wrzucałam do niej po kilka złotych, aby kiedyś wyjechać na wymarzone wakacje.

I udało się?

Udało się, ale co innego (uśmiech). Tak sobie teraz myślę, że w moim życiu nic nie działo się bez przyczyny. No bo jak wytłumaczyć taką sytuację, że po paru latach od otwarcia przeze mnie tego mojego małego saloniku, zadzwoniła do mnie koleżanka, aby wspólnie podejść do egzaminu mistrzowskiego z fryzjerstwa? Wcześniej mogłam o tym pomarzyć. Uwierzysz, że po rozbiciu tej mojej skarbonki zebrana kwota wynosiła dokładnie 1220 zł, czyli tyle, ile trzeba było zapłacić za ten egzamin? To był znak. Potem z kolei zaczęło mi przeszkadzać, że nie mam studiów. Wiesz, to były czasy, że jak ktoś szedł do szkoły fryzjerskiej, to nie mówiło się o nim dobrze. Chciałam więc skończyć studia i tak też zrobiłam. Oczywiście to wszystko nie przyszło samo. Praca, praca i jeszcze raz ciężka praca. Przez 10 lat nie byłam nigdzie na wakacjach.

To kiedy nastąpił przełom?

Myślę, że wtedy, kiedy zaproponowano mi pracę nauczyciela w szkołach fryzjerskich. Tak na marginesie – potrzebowałam do tego zdanego egzaminu mistrzowskiego i studiów wyższych. Pracowałam z młodzieżą wiele lat. Jednocześnie przyjmowałam dalej moje klientki. Cały czas jednak marzyłam o swoim własnym salonie z prawdziwego zdarzenia. I tak, dwa lata temu, udało mi się w końcu otworzyć pod nazwą „Fryzjer z Pasją” swój własny salon oraz zatrudnić mój pierwszy zespół. Musiałam jednak zrezygnować z pracy nauczyciela.

Brakowało Ci kształcenia innych?

Na tamten moment spełniałam się, kształcąc mój zespół. Sama czułam także niedosyt wiedzy i jeździłam na różne szkolenia. Obecnie prowadzę już także szkolenia techniczne z koloryzacji dla innych fryzjerów w Polsce i za granicą, np. w lipcu lecę ze swoim zespołem szkolić fryzjerów w UK.

Można powiedzieć, że spełniłaś swoje marzenia? Czy jeszcze nie?

Od zawsze miałam jedno, największe marzenie – spotkać mojego mistrza… Guya Tanga. Wiesz, to taki „Ronaldo fryzjerstwa”. Zajmuje się koloryzacją w Hollywood i ma swoją linię kosmetyków do włosów i kolorów. Jest mega zakręcony. Co chwilę wymyśla nowe farby. Jego motto to #mydentity. Pragnie, aby każdy wyrażał siebie poprzez niepowtarzalny kolor włosów.

I udało Ci się?

Nie uwierzysz, ale dokładnie w lutym tego roku zostałam wybrana jako jedna z 8 osób na odbycie szkolenia z moim mistrzem. To było coś nieprawdopodobnego. Nawet zaproponował mi herbatę w trakcie szkolenia. Rozumiesz?! Gościu, który farbuje włosy Jennifer Lopez, widząc moje zmęczenie wielogodzinnym szkoleniem, podchodzi do mnie i pyta, czy nie zrobić mi czegoś do picia?! Mnie, fryzjerce z końca świata – dalekiego Bielska-Białej…

Gratuluję! To musiało być niesamowite przeżycie… To jakie masz teraz plany?

Dalej nie mogę w to uwierzyć, ale dosłownie parę dni temu otrzymałam propozycję zostania edukatorem marki mojego mistrza. Oznacza to, że będę szkoliła innych fryzjerów w Polsce z produktów Guya Tanga. Połączę więc to, co tak naprawdę kocham najbardziej: miłość do koloryzacji włosów z pasją do nauczania…

Natalia, dziękuję Ci za rozmowę. Myślę, że jesteś inspiracją nie tylko dla mnie. Patrząc na Twoje życie, kształtuje mi się taka oto recepta na sukces: ciężka praca, ciągłe dokształcanie się w swojej pasji i stawianie sobie poprzeczki coraz wyżej. Jak to się mówi: „sky is the limit”.

Rozmawiała: Anna Koczur

Podziel się na:

Najpopularniejsze:


JUŻ WKRÓTCE NOWY NUMER!

WSZYSTKIE MAGAZYNY


NASZ BLOG

Jestem Ambasadorem Marki