O miłości, podróży i… herbacie?

Data dodania: 2016-08-25
Awatar Beskidzka Mama - BeskidzkaMama
Beskidzka Mama - Jestem mamą, która opisuje miejsca, wydarzenia, atrakcje dla dzieci/rodzin. Testuję produkty, usługi. Kocham Beskidy. Zapraszam do współpracy: [email protected]

Skąd się wzięła herbata? Było to w roku 2737 p.n.e. Legenda głosi, że  gdy pewnego dnia chiński cesarz Shennong pił gorącą wodę, wiatr wrzucił mu do kubka kilka liści herbaty. Cesarz był zachwycony. Tak zrodziła się  światowa kariera herbaty.

O miłości, podróży i herbacie rozmawiam z Panią Moniką Lipińską i Panią Sylwią Mokrysz - autorkami książki "Herbaciarz. Życie jest podróżą."

Beskidzka Mama: Mam w rękach książkę „Herbaciarz. Życie jest podróżą”. Czy to podobnie jak herbata dzieło przypadku, czy raczej przemyślana decyzja?

Monika Lipińska: Raczej twórczy zryw. Bardzo zależało mi na napisaniu książki, której akcja działaby się w Japonii, od dawna mnie fascynującej. Ale nie widziałam na to wielkich szans, bo sporo czasu spędzałam za granicą, wpadając do Polski, że tak powiem okazyjnie. Dopiero ciąża zatrzymała mnie na miejscu. Uznałam, że to moja szansa na azjatycką historię. Jednak okazało się to nie takie proste. Najbardziej intensywny okres pisania przypadał na ostanie miesiąca ciąży, kompletowania wyprawki oraz wszystkich kwestii związanych z przygotowaniem się do nowej życiowej roli. W przeciwieństwie do większości kobiet musiałam z wszystkim radzić sobie sama, co nie było łatwe. Po powrocie z dzieckiem do domu na kilka tygodni zupełnie odstawiłam pisanie, czy raczej korygowanie powieści, ponieważ musiałam nauczyć się absorbującej obsługi noworodka, a to było dla mnie zupełną nowością, ponieważ nie planowałam dzieci i nie miałam o nich żadnego pojęcia. Kiedy Konrad miał dwa miesiące powoli wróciłam do pracy nad książką.

BM: I powstała opowieść o miłości, podróży, w której herbata jest jedną z głównych bohaterek?

Sylwia Mokrysz: Z racji wykonywanego zawodu mam styczność z szeregiem publikacji dotyczących herbacianej tematyki, w różnych jej aspektach. Do tej pory nie spotkałam się jednak z książką o takim właśnie, powieściowym ujęciu tego tematu. Kiedy jednak zostałam poproszona o współpracę, byłam nastawiona dosyć sceptycznie. Włoski herbaciarz podróżujący po Azji wydawał mi się mało wiarygodny. Jednak lubię wyzwania,
a  oryginalny „pomysł na herbatę” sprawił, że podjęłam decyzję na „tak”.

BM: Główny bohater przemierza Japonię, Chiny i Tajlandię... Czy możemy liczyć na poznanie tradycyjnych herbacianych rytuałów oraz historii tego napoju bogów?

ML: Oczywiście, przybliżenie rozmaitych tradycji związanych z parzeniem i serwowaniem herbaty w krajach związanych kulturowo z tym napojem było jedną z istotniejszych kwestii. Rzecz jasna dobór i opis konkretnych rytuałów wynikał w znacznej mierze z tego, co przydarzało się bohaterowi, który podczas swojej „herbacianej podróży” zdobywał kolejne doświadczenia na tym polu. Szczególnie istotna dla mnie była ceremonia herbaciana w Japonii, obrosła w wielowiekową tradycję.

BM: Książka ma dwóch autorów. Zapytam zatem wprost – jaki był podział obowiązków pomiędzy Paniami? Jak w praktyce wyglądała praca nad jej tworzeniem?

ML: Mniej więcej tak, jak przedstawia to korespondencja mailowa znajdująca się na końcu książki. Do mnie należało głównie tworzenie historii fabularnej, rozwijanie wątków oraz złożenie wszystkiego w sensowną całość. Pani Sylwia doradzała merytorycznie w kwestiach herbacianych oraz specyfice miejsc wymienionych w książce.

SM: Wprowadzałam Monikę w magiczny świat herbaty, pokazując jej temat od podszewki. W pewnym momencie stworzyłyśmy nawet coś na kształt sklepu herbacianego. Chciałam, by Monika mogła poczuć zapach, poznać aromat różnych rodzajów herbaty. Wpadłam więc na pomysł w małych słoiczkach wysłać jej bogaty przegląd herbacianego surowca. Po jakimś czasie, gdy Monika dosyłała mi kolejne rozdziały, włączyłam się także w pracę nad fabułą.

BM: Ile trwała praca nad książką od pomysłu do wydania?

ML: Mniej więcej trzy lata. To dosyć długo, zwłaszcza, że każda z poprzednich moich książek zajmowała mi najwyżej kilka miesięcy. Ale „Herbaciarz” był dla mnie wyjątkowy i to pod wieloma względami. Przez te trzy lata wzbogaciłam warsztat pisarski i odkryłam nowy sposób tworzenia historii. Jak wspomniałam, w międzyczasie urodziłam dziecko, co w naturalny sposób przedłużyło pisanie „Herbaciarza”. 

BM: Pani Sylwio, czy herbata naprawdę jest tak fascynująca?

SM: Owszem i to nawet bardzo. To jeden z napojów, który towarzyszy ludziom od zarania dziejów, nie tracąc swojej popularności. Pomimo dość długiego stażu w branży herbacianej, cały czas odkrywam nowe możliwości łączenia smaków i aromatów. To niezwykle inspirujące.

BM: Książka skonstruowana jest w oryginalny sposób - historia głównego bohatera zakończona jest korespondencją pomiędzy Paniami - autorkami książki. Skąd decyzja, by pokazać również prywatne listy?

SM: Pod koniec pracy okazało się, że nasze listy świetnie dokumentują powstawanie książki.  Pokazują trochę pracę od „kuchni”, różne pozaliterackie wątki pojawiające się prze okazji naszej współpracy. To coś na kształt kroniki wydarzeń.

BM: Pozostaje mi zapytać jaki smak herbaty polecają Panie do popijania podczas czytania tej książki. A może będą to różne smaki?

ML: Zieloną jaśminową, zdecydowanie. To moja ulubiona herbata, która bardzo mocno związana jest z Chinami i Japonią.

SM: Ja z kolei polecę herbaty z linii LOYD Yerba Mate oraz LOYD Moroccan Mint, doskonałe na upały. 

 

Podziel się na:

Komentarze:



Najpopularniejsze:


JESIENNY MAGAZYN

NUMERY ARCHIWALNE


GDZIE NA SPACER Z DZIECKIEM?

 

ZOBACZ ON-LINE