Makijaż permanentny brwi – czy warto?

Data dodania: 2016-12-27
Awatar Beskidzka Mama - BeskidzkaMama
Beskidzka Mama - Portal - Magazyn - Szkolenia dla Mam z Podbeskidzia i nie tylko. Zapraszamy do współpracy: redakcja@beskidzkamama.pl

Parę lat nosiłam się z zamiarem wykonania makijażu permanentnego brwi. To co jednak zawsze powstrzymywało mnie przed realizacją tego celu, był strach przed bólem oraz obawa o karykaturalny efekt końcowy. Tym bardziej, że moje naturalne brwi są stosunkowo jasne, cienkie i bez wyrazu. Co spowodowało jednak, że zdecydowałam się zaryzykować?

To nie jest tak jak początkowo sobie wyobrażałam, że przychodzę i igła od razu idzie w ruch. Wszystko zaczyna się od wywiadu, podczas którego lingeristka pyta o wszystkie szczegóły dotyczące zdrowia oraz oczekiwań co do efektu końcowego. Pokazuje przykładowe prace, rodzaje makijaży permanentnych, opowiada o etapach zabiegu oraz rozwiewa wszystkie obawy. Przyznam, że poczułam się spokojniejsza kiedy dowiedziałam się, że zabieg absolutnie nic nie boli i niektóre klientki potrafią nawet zasnąć podczas jego trwania.

Dobra linergistka potrafi nie tylko wzmocnić kolor brwi, ale także dokonać drobnej korekty ich ewentualnych asymetrii, która także w moim przypadku okazała się potrzebna. Proponowany makijaż najpierw wyrysowany został na skórze. Wyobraźcie sobie, że profesjonalnie wykonany „szkic” trwa dłużej niż sam makijaż. W moim przypadku – ponad godzinę. Musiałam być pewna, co do kształtu, grubości i proponowanej szerokości brwi. Podobała mi się atmosfera spokoju i cierpliwości jaką wykazała p. Magda z Beauty Faktor. Dopiero po tym jak byłam absolutnie pewna efektu jaki chcę uzyskać, linergistka dobrała odcień barwnika, tak żeby idealnie korespondował z moją karnacją. Poinformowała mnie także, że w przypadku moich brwi zastosuje metodę hipperrealistyczną. Zaufałam jej w tej kwestii w 100%. Kiedy igła poszła w ruch, miałam okazję przekonać się, że zabieg jest faktycznie bezbolesny. Odczucia podczas wprowadzania igłą pigmentu pod skórę można porównać do delikatnego mrowienia lub swędzenia, które jest najbardziej odczuwalne po zewnętrznej stronie brwi. Jak jednak zostałam poinformowana, wszystko zależy od rodzaju znieczulenia jaki się zastosuje. W moim przypadku zastosowano 3 różne znieczulenia w kremie – przed samym zabiegiem oraz w trakcie jego trwania.

Bezpośrednio po zabiegu skóra była trochę podrażniona i zaczerwieniona. Normalnym objawem był także mocniejszy kolor barwnika oraz napuchnięcie skóry, w wyniku czego jedna brew wydawała się bardziej uniesiona. Aby wszystko szybko się zagoiło, otrzymałam specjalny krem o działaniu kojącym i nawilżającym. Zaczerwienienie i podrażnienie skóry minęło po ok. 7 dniach. W tym czasie skóra dość mocno mnie swędziała jednak pod żadnym pozorem nie wolno było jej drapać. Ukojenie przynosił krem. Po 6 tygodniach spotkałyśmy się na korekcie, która wliczona była w cenę zabiegu. Wszystko po to, aby uzupełnić ewentualne ubytki i wzmocnić kolor.

Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z zabiegu, którego trwałość, w zależności od intensywności pigmentu, szacuje się do 3 lat. Właściwie moje brwi wyglądają codziennie jak po idealnie wykonanej hennie, a jedyna czynność, którą z łatwością wokół nich wykonuję, to depilacja odrastających poza linią brwi włosków.

Jeśli mogłabym doradzić coś kobietom, które myślą o wykonaniu tego rodzaju zabiegu, to zwróćcie szczególną uwagę na kwalifikacje i doświadczenie lingeristki, rodzaj i markę sprzętu i pigmentów jakimi wykonuje zabieg (opinie łatwo sprawdzić w Internecie) oraz galerię jej prac i opinie klientek na profilu społecznościowym. Pamiętajcie również, że za jakość i doświadczenie warto zapłacić ciut więcej.

Autor: Anna Koczur

Podziel się na:

Komentarze:



Najpopularniejsze:


JUŻ WE WRZEŚNIU!

NUMERY ARCHIWALNE


GDZIE NA SPACER Z DZIECKIEM?

 

ZOBACZ ON-LINE